Newsletter
Zapisz Wypisz
Wyślij

Zamów bezpłatny katalog.
Wyślemy go pocztą.


Katalogi w wersji elektronicznej

  Wycieczki szkolne 2010/2011

Artykuł zamieszczony w Przeglądzie Edukacyjnym
Numer 1(68) Styczeń-Luty 2009


  Animatorzy kultury w Londynie

[...] trudno sobie wyobrazić, by człowiek o jakim takim intelekcie pragnął rozstać się z Londynem. Jeśli ktoś jest znużony Londynem, musi być znużony życiem, gdyż Londyn mieści wszystko, czego życie dostarczyć potrafi - pod tymi sło­wami dr Samuela Johnsona (XVIII w.) z pewnością pod­pisałoby się ponad czterdziestu nauczycieli z Łodzi i województwa, którzy podczas ferii zimowych realizowa­li w Londynie program kursu z zakresu animacji kultury i doskonalili swoje umiejętności komunikacyjne w języku angielskim. Przedsięwzięcie to zorganizowały dwie insty­tucje - Agencja Turystyczna ATAS i Wojewódzki Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Łodzi, a kierowała nim Do­rota Zając, konsultant WODN.

 

W Londynie znaleźliśmy się w niezwykłym dla Brytyj­czyków momencie - obfitych opadów śniegu, jakich tu nie było od ponad osiemnastu lat. I pewno dlatego spikerzy radiowi i prezenterzy telewizyjni, nie wspominając już 0dziennikarzach codziennych gazet, relacjonowali to wydarzenie meteorologiczne w kategoriach klęski żywiołowej, donosząc o paraliżu komunikacyjnym w Londynie, nie kursujących pociągach i metrze, dzieciach, które przez dwa dni nie chodziły do szkoły. Poruszając się autobusem po czarnej, suchej nawierzchni autostrad wiodących przez Niemcy, Holandie, Belgię i Francję - aż do Calais, gdzie czekała nas przeprawa promem do Dover, słuchaliśmy tych doniesień z niedowierzaniem, zwłaszcza patrząc na ledwo co przykryte śniegiem pola i lasy. Dopiero w Londynie mieliśmy okazję zweryfikować demoniczne komunikaty mediów: londyńczyków po prostu „zaskoczyła" zima i dopiero po kilku dniach zaczęli sprzątać śnieg z jezdni (i tylko z jezdni), bo sam jakoś nie chciał zniknąć.

W podróży opiekowali się nami pracownicy biura ATAS - Kasia Sujecka z Łodzi i Michał Bartlewicz z Kra­kowa. Po przyjeździe do Londynu skazani byliśmy na po­ruszanie się po mieście bez autokaru, bo - zgodnie z prze­widywaniami - skończyły się godziny pracy dwóch naszych wspaniałych kierowców. Piszę „skazani", bo na własnych nogach odczułam, co to znaczy tonąć w błocie, w jaki za­mieniał się nieuprzątnięty śnieg. Mimo tych - co tu kryć -niemiłych doznań i zmęczenia 24-godzinna podróżą, pod­czas której przyjęliśmy porcję wiadomości o celach, zada­niach, metodach i formach pracy animatorów kultury, roz­poczęliśmy aktywne zwiedzanie Londynu.

Pierwszy animator

Dariusz Matuszkiewicz, Polak ze Świdnicy mieszkają­cy od kilku lat w Londynie, był naszym pierwszym prze­wodnikiem, prezentując Londyn jako niezwykłe miejsce, w którym historia i kultura wysoka mieszają się z naj­nowsza modą i popkulturą, jako miasto kojarzone z królo­wa Elżbietą II, ale i Jemsem Bondem i Sherlockiem Holm-sem. Z jednej strony Tower of London - najbardziej znany symbol dwutysięcznej historii miasta, z drugiej zaś - Lon­don Eye, atrakcja turystyczna skonstruowana na nowe ty­siąclecie, umożliwiająca podziwianie z wysokości 138 metrów panoramy stolicy Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Miasto, zajmujące obszar 1779 km2, zamieszkiwane przez 6-12 milionów ludzi (trudno o dokładne dane, bo nie ma obowiązku meldowa­nia się), podzielone jest na 29 dzielnic i 3 centra:

Westminster - to centrum władzy, w którym mieści się Pałac Bukingham - oficjalna siedziba królowej i gmachy Parlamentu Brytyjskiego;

West End - to z kolei centrum kulturalne - z teatrami, kinami, prywatnymi klubami i Covent Garden;

The City of London - najstarsza część miasta z majestatycznymi budowlami średniowiecznymi, ale i najnowocześniejszymi wieżowcami o wymyślnej architekturze, symbolami przyszłości - to centrum finansowe Europy i świata, które wyznacza finansowe standardy.

Centra i otaczające je dzielnice - od Kensington po mniej ekskluzywne dzielnice w południowo-zachodnim Londynie zostały uhonorowane w London Eye przez 32 kapsuły, w których „szybują" nad miastem żądni niezwy­kłych wrażeń turyści. Każda dzielnica Londynu jest sym­bolizowana przez jedną kapsułę. „Mając oko" na cały Lon­dyn, trudno oprzeć się chęci dotarcia do każdego zakątka, poznać wszystkie owiane historia czy też legenda miejsca. Poznać, współuczestniczyć... A mamy tylko trzy dni. Nasz przewodnik uświadamia nam konieczność dokonania trud­nego wyboru, na który ma przede wszystkim wpływ plan pobytu w Londynie, przyjęty przez organizatorów.

Oglądamy więc pałac Buckingham - oczywiście tylko z zewnątrz (pałac jest zamknięty dla publiczności), z per­spektywy parku, słuchając nie tylko historii tego miejsca, ale i opowieści o jego mieszkańcach. Pan Darek okazuje się „kopalnią" wiedzy o dziejach pałacu i panującej dyna­stii, ale i człowiekiem bardzo dowcipnym, dostosowują­cym to co mówi do zainteresowań i możliwości zwiedza­jących. Ponieważ ma przed sobą ludzi intelektualnie i kul­turalnie wyrobionych, poziom jego relacji jest wysoki -przewodnik przypomina fakty i daty, przytacza legendy i dowcipy, żartuje. Czujemy się znakomicie. Niektórzy cze­kają na zmianę warty przed królewskim pałacem, która po­zostaje niezmiennie widowiskiem. Niestety okazuje się, że nie będziemy jego świadkami, ale „na osłodę" odprowa­dzamy strażników do koszar.

Do pałacu Buckingham wiedzie Aleja królewska - od Trafalgar Squar, przecinając dwa, zielone przez cały rok, parki: St. James'a i Greeen. Wysadzana jest lipami i za­wsze kwitną tu jakieś kwiaty. Pałac zbudowany w 1703 roku dla księcia Buckinghama, został w 1762 roku zakupiony przez króla Jerzego III. Znakomity architekt, John Nash zmodernizował klasycystyczny budynek w latach 1825- 1836, a w 1913 roku Aston Webb rekonstruował fasadę, wykładając ja kamieniem portlandzkim. Siedzibą kró­lewską uczyniła pałac Wiktoria, wprowadzając się tu na stałe w 1837 roku. Elżbieta II zamieszkała w pałacu w 1952 roku. Daily Telegraph drukuje codziennie kronikę dworska, informując w jakich spotkaniach i wydarzeniach królowa i jej najbliższa rodzina będą brać udział, jak też i sprawozdania z poprzedniego dnia. Gdy królowa jest w pałacu, na maszcie powiewa flaga - Royal Standard. Nie­zmiennie jednak Buckingham Pałace oblegany jest cały rok przez turystów i londyńczyków.

Z Pałacu Buckingham - dzisiejszej siedziby królew­skiej - przeszliśmy w kierunku Tower of London, którą mieliśmy zwiedzać dopiero następnego dnia. To wyjątko­we miejsce w Londynie, pełniące w przeszłości różne funk­cje - tu rezydował król, stacjonowali żołnierze, tu bito monetę. Stad także król Karol II obserwował niebo, ale przeszkadzały mu kruki, więc swoje obserwatorium prze­niósł do Greenwich. W Tower królowie spędzali ostatnią noc przed koronacja, która odbywała się - od czasów Wil­helma Zdobywcy - w Opactwie Westminsterskim. Tu czas na zagadkę pana przewodnika, której żadne z nas nie roz­wiązało. Otóż dwóch monarchów nie doczekało się koro­nacji. Którzy to panowie? I chociaż nikt nie odpowiedział na to pytanie, to pewno wielu będzie się starało zagadkę roz­wiązać. A swoją droga - to pan Darek zastosował sprawdzo­ny chwyt animatorski, znany również nam, nauczycielom.

Opactwo oglądamy tylko z zewnątrz i dowiadujemy się, że najstarsza jego część pochodzi z X wieku, pozostałe frag­menty - z XII-XVI, a fundatorem był Edward Wyznawca. Tu koronuje się królów tego kraju, używając fotela z 1307 roku, w którym umieszczony jest koronacyjny głaz królów szkockich od 870 r. Tu też znajdują się groby królewskie, m. in. Edwarda Wyznawcy, groby wybitnych pisarzy (m. in. Karola Dickensa) i poetów (np. R. Browninga) oraz ludzi nauki - Isaaca Newtona i Karola Darwina.

W głównym wejściu znajduje się Grób Nieznanego Żołnierza z I wojny światowej, obok zaś tablica ku czci Winstona Churchilla. W kaplicy wschodniej, zwanej ka­plicą Królewskich Sił Powietrznych - witraż upamiętnia­jący 63 dywizjony walczące w obronie Brytanii. Dwa białe orły symbolizują udział 302 Poznańskiego i 303 Warszaw­skiego Dywizjonu Myśliwskiego. Opactwo Westminster-skie, jedna z najbardziej znanych świątyń w Wielkiej Brytanii, jest dziś też ważnym centrum działalności charyta­tywnej. Ciekawostką jest, że kilka scen w książce Kod Le­onarda Da Vinci toczy się właśnie w opactwie.

Ciężki dla nas dzień pierwszy zwiedzania Londynu kończymy przy placu Trafalgar Squere w National Gallery i tylko dzięki przewodnikowi nie giniemy w tej jednej z najbogatszych na świecie kolekcji malarstwa wybitnych twórców europejskich od XIII do XIX wieku, często po­równywanej z Luwrem. Ponieważ znajduje się tu około 3000 obrazów (namalowanych w latach 1250-1900), co niewątpliwie zachęca nas do kolejnych - w przyszłości -wizyt w galerii, to na tę chwilę (nawet jeśli jest to godzina) możemy skupić uwagę tylko na wybranych dziełach.

Wyboru dokonał nasz animator, kierując się swoją wiedzą z historii sztuki, gustem i osobistymi fascynacjami, którymi chciał nas po prostu „zarazić". Pewno się to udało. Gdy prezentował np. Portret małżonków Arnolfini Jana van Eycka, to nie skupiał się na analizie formalnej dzieła (wszak to nie lekcja z wiedzy o kulturze!), lecz kierował naszą uwa­gę raczej w stronę elementów oddających koloryt epoki. Dzieło malarskie zaczyna żyć, gdy na nie patrzymy, dostrze­gamy szczegóły, symbole, odbieramy i odczuwamy indywi­dualnie, ale zapamiętujemy je czasem dzięki opowiedzia­nej anegdocie. Towarzyszyła nam ona i przy kolejnych ob­razach: Botticelliego Wenus i Mars, autoportrecie Rem-brandta, Portrecie Karola I na koniu van Dycka, Wenus ze zwierciadłem Velasqueza czy Słonecznikach Van Gogha. Częścią National Gallery jest też galeria portretów-National Portret Gallery.

Drugi animator

Przez kolejne dwa dni naszym przewodnikiem po Lon­dynie była pani Agnieszka Baraniecka z biura ATAS w Warszawie, prezentując bogatą wiedzę o kraju, jego hi­storii, geografii, niezwykłą wprost orientację topograficzną w londyńskiej metropolii, a jednocześnie umiejętności or­ganizatorskie, tak istotne u animatora kultury.

Odwiedziliśmy Tower of London, podróżowaliśmy w kapsułach London Eye i odbyliśmy rejs po Tamizie. Te atrakcje zostały poprzedzone projekcją filmu o Londynie oraz szczegółowym komentarzem pani Agnieszki, szcze­gólnie ważnym przy częściowo indywidualnym zwiedza­niu Tower.

Sami odnajdowaliśmy miejsca, przedmioty występują­ce wcześniej w opowiadaniu przewodnika, poświęcając im więcej lub mniej czasu. Moją wyobraźnię szczególnie po­ruszyła znajdująca się na środku dziedzińca rzeźba przed­stawiająca poduszkę, na której spoczywała głowa Anny Boleyn, małżonki nr 2 króla Henryka VIII, tuż przed ścię­ciem jej przez miecz kata sprowadzonego z Francji. Król karzący w ten sposób żonę oskarżoną o niewierność, uczy­nił jej łaskę, by nie cierpiała zbyt długo jak inni skazańcy podczas tradycyjnych egzekucji, jakich dokonywano w Tower za pomocą topora. Kolejną skazaną na śmierć mał­żonką Henryka VIII była żona nr 5 - Katarzyna Howard.

Ale były w twierdzy Tower i miłe zdarzenia - bale, uczty, o czym z wielką swadą opowiadają angielscy przewodnicy -kiedyś żołnierze gwardii królewskiej, tzw. beefiterzy, wyróż­niający się granatowo-czerwonymi ubiorami, których spo­tykaliśmy w różnych miejscach Tower of London. Niewąt­pliwą atrakcją Twierdzy Tower jest skarbiec - Jewel House, w którym przechowywane są bezcenne klejnoty, a wśród nich berło królewskie z największym diamentem świata -530-karatową gwiazdą Afryki. Dobrze znający język mogą wysłuchać dialogu prowadzonego przez aktorów w jednej z sal twierdzy, urządzonej jak komnata. Spacerując po mu­rach, otaczających twierdzę spoglądamy na White Tower -centralną budowlę kompleksu zamkowego w stylu normandzkim z czasów Wilhelma Zdobywcy, w której obec­nie mieści się kolekcja zbroi i innych militariów.

Opuszczając warownię angielskich królów nie sposób popatrzeć na kruki, o których dobre samopoczucie bardzo dbają pracownicy Tower. Mieszka ich tu sześć. Legenda mówi, że dopóki kruki stoją na straży Tower, Londyn jest bezpieczny. Dlatego ludzie pomagają legendzie, podwiązując skrzydła krukom, by nie odfrunęły.

Część królewska Londynu oddziela symbolicznie od części miejskiej - Łuk Admiralicji. Oddajemy się więc miejskim uciechom - podziwiamy sklepy, budynki hoteli, pubów, klubów i jak większość londyńczyków - robimy zakupy, korzystając z wyprzedaży w najbardziej przyjaznym dla naszych portfeli sklepie - Primark na Oxford Street.

Trzeciego dnia pobytu W Londynie wracamy z panią Agnieszka do zwiedzania.

W wiktoriańskim gmachu przy Exhihition Road w dzielnicy South Kensington mieści się Natural History Museum. W Muzeum Historii Naturalnej przekonujemy się, że dinozaury są na świecie! Większość zwiedzających utrwala ten fakt, fotografując ogromne szkielety, maleńkie „dimisie" wykluwające się z jaj oraz ogromnego dinozau­ra, który próbuje „porozumieć się" z turystami, zakłócają­cymi mu spokój. Wśród 70 milionów eksponatów na uwa­gę zwiedzających zasługuje kilkunastometrowy szkielet Diplodoka oraz pień sekwoi o średnicy 6 metrów.

Muzeum Historii Naturalnej ma bogate zbiory zorga­nizowane w działy: zoologii, entomologii, paleontologii, mineralogii i botaniki. Ekspozycje pokazują ewolucję życia na ziemi od milionów lat, w tym również darwinowską teorię doboru naturalnego. Jedna z ekspozycji przedsta­wia zachowane szczątki mastodontów, mamutów, a także archeopteryksa i wielkiego pancernika-glyptodona. God­ne uwagi są kolekcje: próbek z przeszło 1000 meteorytów, kamieni szlachetnych i minerałów radioaktywnych. Zbiór motyli liczy przeszło 250 tysięcy owadów. Najciekawsza część ekspozycji to ta poświęcona Ziemi - zwiedzający mogą poznać jej historię, zobaczyć jak działają wulkany czy też w specjalnym symulatorze osobiście przeżyć trzęsie­nie ziemi. Kupujemy książki i inne pamiątki w sklepiku muzealnym, m.in. miniatury dinozaurów.

W trzecim dniu pobytu w Londynie odwiedzamy rów­nież British Museum - największe muzeum historii staro­żytnej w Europie, które posiada 6 min eksponatów. Są tu przede wszystkim mumie, wazy, dzieła literatury oraz rzeź­by. Obiekt został otwarty dla zwiedzających w 1759 roku, jego założycielem był sir Hans Solan. Na mnie wrażenie robi największy w świecie zadaszony dziedziniec oraz jeden - jedyny w swoim rodzaju eksponat - Kamień z Ro-setty. Nie wszyscy otaczający gablotę turyści, fotografują­cy znajdujący się w niej fragment czarnej bazaltowej płyty, są świadomi tego, że to zabytek piśmiennictwa staroegipskiego, którego odkrycie stało się przełomem na drodze do odczytania egipskich hieroglifów. Tekst, poświęcony królowi egipskiemu - Ptolemeuszowi V Epifacesowi, wy­ryty w roku 196 p.n. e., został zapisany trzema sposobami: po egipsku pismem hieroglificznym (hieroglifami i pi­smem demotycznym) oraz po grecku. Kamień został zna­leziony przez żołnierzy francuskich w czasie prac fortyfi­kacyjnych w pobliżu Rosetty (Raszid - miasto w północ­nym Egipcie) w 1799 roku, w Muzeum Brytyjskim znaj­duje się od 1801. Kamień z Rosetty stał się dla Jana Fry­deryka Champolliona - francuskiego profesora historii -kluczem do odczytania hieroglifów egipskich. Dlaczego akurat temu obiektowi londyńskiego muzeum poświęcam w tej relacji tyle miejsca? Bo zdałam sobie nagle sprawę z tego, że „pismo zmieniło świat" (trawestacja tytułu książki profesora Janusza Dunina Pismo zmienia świat), zacho­wując w pamięci wszystko co da się opisać i nazwać.

Inni animatorzy

Nasi gospodarze, u których mieszkaliśmy, spełnili się jako animatorzy kultury przede wszystkim przez to, że motywowali nas do posługiwania się językiem angielskim.

W dzielnicy Plumsted obok rodzin rdzennie angiel­skich mieszkają przedstawiciele różnych ras i narodowo­ści, którzy przyjmując turystów, podreperowują swój bu­dżet. Nasi gospodarze starali się nas ugościć, niektórzy chętnie nawiązywali rozmowy, jak Sybyl -czarnoskóra na­uczycielka, która po skończonej przez nas kolacji, siadała przy stole i pytała: O czym będziemy dziś rozmawiać? I rozmawialiśmy o kuchni polskiej, kryzysie światowym, Polakach zatrudnionych w Anglii. Nasze koleżanki, miesz­kające u rodziny hinduskiej miały okazję lepiej poznać jej obyczaje, ale i zostały zaproszone do przymierzania prze­pięknych strojów pani domu. Na zakończenie pobytu w ich domu, gospodarze urządzili prawdziwe hinduskie święto, dekorując mieszkanie, zapalając świece i kadzidełka, za­chęcając do słuchania muzyki.

Nothing in life is to be feared. It is only to be understood

Niczego w życiu nie należy się bać. Trzeba tylko zrozu­mieć. Te słowa naszej wielkiej rodaczki, Marii Curie Skło­dowskiej, zostały wyeksponowane przed wejściem do Bri­tish Library, którą mieliśmy okazję zwiedzać, oprowadzani po jej ogromnym gmachu przez angielskich przewodników. Bardzo dobrze stało się, że kolejnym grupom towarzyszyła

pani Agnieszka i nasi opiekunowie - Kasia i Michał oraz nauczyciele języka angielskiego. Dzięki ich bezpośrednie­mu tłumaczeniu „na żywo" wszyscy, którzy podczas tego wyjazdu dopiero „doskonalili" swoją angielszczyznę - mie­li szansę w pełni uczestniczyć w zwiedzaniu biblioteki.

Autor jej projektu architektonicznego bardzo pragnął mieć własny statek, jednak jego marzenie nie miało wiel­kich szans na spełnienie. Dlatego, gdy zlecono mu projek­towanie nowego gmachu Biblioteki Narodowej Wielkiej Brytanii, postanowił stworzyć budowlę na kształt statku. Budowa biblioteki ciągnęła się latami - rozpoczęto ją w latach 70-tych, prace prowadzone były przez całe lata 80-te, by wreszcie oddać ją do użytku w latach 90-tych. De­cyzję o budowie British Library podjęto, gdy stwierdzono, że British Museum jest zbyt małe na bezpieczne ekspono­wanie najstarszych, najcenniejszych zbiorów książkowych. Nowy gmach miał stanąć obok, ale wtedy trzeba by wybu­rzyć kilka zabytkowych budynków. W końcu znaleziono bardzo dobre miejsce, w pobliżu dworca o niezwykłej ar­chitekturze - King's Cross St. Pancras.

British Library to jak wspomniałam Biblioteka Naro­dowa, która powstała w wyniku połączenia księgozbioru Muzeum Brytyjskiego i kilku znaczących zbiorów książ­kowych decyzją parlamentu w 1972 roku. Znalazły się tu m.in. zbiory biblioteki królewskiej, założonej przez Edwarda TV, rozbudowanej przez króla Jerzego II, który ustanowił także prawo egzemplarza obowiązkowego dla wszystkich książek wydawanych na terenie Wielkiej Bry­tanii. Jedna z największych bibliotek świata liczy 150 min jednostek bibliotecznych, w tym ok. 25 000000 woluminów.

Czytelnikiem biblioteki może zostać każdy, kto wyle­gitymuje się dokumentem zawierającym informacje o ad­resie zamieszkania i podda się rozmowie z pracownikiem biblioteki, który określi czas, na jaki wydaje się kartę z numerem. Decydują o tym potrzeby zgłaszane przez czy­telnika, rodzaj zbiorów, z jakich będzie korzystał, intere­sująca go dziedzina. Czas oczekiwania na realizacje zamó­wienia - 70 minut do 3 dni. Dlatego tak wiele tu stolików, ławek zajętych przez czytelników młodych i trochę starszych czytających czy pracujących na laptopach. Urządzający bi­bliotekę pomyśleli też o kręgosłupach swoich czytelników, wyposażając ją w specjalne urządzenia, o które można się oprzeć w półleżącej pozycji, by dać odpocząć zmęczonemu podczas ślęczenia nad książka czy laptopem ciału.

Mimo dużej powierzchni, około 60% zbiorów mieści się w podziemiach gmachu, reszta - w oddziale w York-shaier. Z kolekcji królewskiej, liczącej 65 tysięcy książek, dziennie można wypożyczyć zaledwie ok, 30 pozycji. Ko­lekcja ta umieszczona jest w „szklanej wieży" stanowiącej niezwykłą, wysoką na 6 pięter, konstrukcję w centrum bi­blioteki. W British Library jest 11 czytelń, z których naj­mniejszą jest czytelnia map. Tu mieliśmy okazję zobaczyć jeden z największych eksponatów biblioteki - Klencke Atlas, którego grzbiet jest równy wzrostowi średniego mężczyzny. Oglądaliśmy również Philatelic Collection, do której dostęp ma każdy odwiedzający bibliotekę, by sprawdzić, np. czy jest w posiadaniu cennego znaczka. Tu można prześledzić tak­że historię grafiki stosowanej w edycji znaczków.

Najcenniejsze zbiory biblioteki, np. nuty Mozarta, rę­kopis „Historii Anglii" Jane Austin, można oglądać w specjalnej pracowni, wyposażonej w urządzenia elektro­niczne (np. umożliwiające odwracanie kartek w reprodukowanej książce), dzięki współpracy biblioteki z Micro-softem, który zobowiązał się do zdigitalizowania 25 mi­lionów stron książek i utworzenia ich cyfrowych kopii. Wśród zbiorów już funkcjonującej The British Library Collections znajdują się manuskrypty trzech kompozycji Fry­deryka Chopina: Polonezy op. 40, Mazurki z op. 59 i Bar­karola Fis-dur z opusu 60.

Czas na podsumowanie

O wielu miejscach, które odwiedzaliśmy np. parkach Londynu, oglądanych pomnikach, nowoczesnych konstruk­cjach współczesnych wieżowców, mostach Londynu, ulicach - nie udało mi się napisać w tej relacji. Każdy z uczestni­ków tego przedsięwzięcia zapewne opisałby nasz pobyt w Londynie inaczej, zwracając uwagę na inne jego elemen­ty. Na pewno wszystkim towarzyszyło uczucie niespełnie­nia - chętnie zostalibyśmy na dłużej, by lepiej poznać Lon­dyn i jego mieszkańców. Każdy z nas ma też własne pomy­sły na animację kultury prowadzoną z wykorzystaniem ta­kich miejsc, jak Tower of London, Muzeum Historii Natu­ralnej, National Gallery czy Obserwatorium w Greenwich. Jedno jest pewne - państwo brytyjskie jest znakomitym ani­matorem kultury, co stwierdziła jedna z uczestniczek nasze­go pobytu w Londynie, dyr PBW - Agnieszka Pietryka. Tak wspaniałe skarbnice, gromadzące dzieła kultury i dokona­nia nauki jak Muzeum Historii Naturalnej, National Galle­ry, Britisk Museum czy Obserwatorium w Greenwich stoją otworem dla zwiedzających, ponieważ są bezpłatne. Za­chwycała nas obecność w nich bardzo wielu grup uczniów z opiekunami, którzy przychodzą do tych miejsc na lekcje, realizują projekty, wypełniają zadania w kartach pracy.

Obiekty te wyposażone są w School Saale z niskimi stolikami i krzesełkami, szatnie dla dzieci, nikt nie dziwi się, że dzieci poruszają się po muzeum w inny sposób niż dorośli, że bywają głośne, w niekonwencjonalny sposób realizują zadania, np. leżąc na podłodze rysują mumię czy podobiznę zwierzęcia. Starsi uczniowie, zebrani w grupy trzy - czteroosobowe dyskutują zawzięcie nad problemem, ktoś notuje, inny tworzy schemat. No coments.

Pożegnanie

Żegnamy się z Londynem, odwiedzając po drodze do Dover, Cantenbury, w którym się zatrzymujemy. Nie zwie­dzamy słynnej katedry, zbudowanej przez Normanów w 1017 roku, ale mamy czas na spacer po mieście. Jest to cudowne miejsce, czujemy się jak na planie filmowym, jak­by czas się zatrzymał. A przecież żyją tu ludzie, często w domach, których historia sięga XIV, XV wieku. Miasto w dużym stopniu zachowało średniowieczny wygląd, m.in. dzięki murom, z których sporo przetrwało do naszych cza­sów. Wiele tu wąskich, starych uliczek. Na miejscowym cmentarzu znajduje się grób Josepha Conrada-Korzeniowskiego. Odwiedzimy go następnym razem.

Anna Iwicka-Okońska WODN w ŁodzI.
 
Londyn - Big Ben
Londyn - Panorama Tamizy
Londyn - Bobby and Telephone
Jesteśmy na Facebooku! Odwiedź nas!